TWÓJ TEKST NA FAMIE
Sebastian Radzimiński

„Walasiewiczowa i Walasiewiczówna. Przez granice”

— Mam już 99 lat. To dużo. Urodziłam się 28 września 1921 roku, czyli w czasach, kiedy spokój był tylko pozorem. Przyszłam na świat jako czwarte dziecko Franciszki i Fryderyka Grosanców. Lata swojej młodości przeżyłam w Wierzchowni. Teraz leży ona u zbiegu trzech województw: kujawsko-pomorskiego, warmińsko-mazurskiego i mazowieckiego. Kiedyś było podobnie. Tu łączyła się Polska i Niemcy. Tu była granica…

Kilka dni temu odwiedziłem dom rodzinny mojej praprababci, prababci, babci… Dom rodzinny w Wierzchowni. Tu zaczęła się historia mojej rodziny. Tu zaczęła się historia mistrzyni świata – Stanisławy Walasiewiczówny. Dziś zabiorę Was w sentymentalną podróż po opowieściach mojej prababci, dokumentach, wspomnieniach rodziny.

– Mój ojciec – mówi Kazimiera Walasiewicz, moja prababcia — był szewcem. Mama moja natomiast pracowała u gospodarza, u którego mieszkaliśmy. To nie były łatwe czasy.

Mieszkaliśmy co prawda przy lesie w bardzo odludnej wiosce. Kiedy rozpoczęła się wojna byłam w pracy na Żuławach. W ostatnich dniach sierpnia – w przeciwieństwie do mojej koleżanki – zdążyłam wrócić do domu. Dwa dni po moim przyjeździe wysadzono most w Tczewie.

– Pamiętam taką sytuację, jak w wojnę zaproszono nas do jakiejś tam stodoły, czy pustostanu. Miałam wówczas małe dzieci i chorą mamę. Siostra też poradziła mi, abyśmy nigdzie nie szli. Nie wiadomo, z czyjego polecenia mieliśmy się tam stawić. Ostatecznie całą rodziną zostaliśmy w domu. Teraz już wiem, że skończyłoby się to tak, jak w Jedwabnem. Wszyscy poszlibyśmy precz i wszystko byłoby na nic…

Inaczej było z moją ciocią – Stanisławą Walasiewiczówną. Urodziła się w 1911 roku w tym domu, przed którym kilka dni temu stałem. Miała trzy miesiące, kiedy jej rodzice podjęli decyzję o emigracji do Stanów Zjednoczonych.

Dnia dwudziestego siódmego marca (dziewiątego kwietnia) tysiąc dziewięćset jedenastego roku w Świedziebni o godzinie dwunastej w południe przybył Julian Walasiewicz – robotnik z Wierzchowni, lat dwadzieścia dwa, w obecności Romana Sumerackiego, lat pięćdziesiąt oraz Bronisława Kalisza, lat trzydzieści – obydwaj włościanie pochodzący z Wierzchowni, przynieśli ze sobą niemowlę płci żeńskiej oświadczając, że niemowlę to urodziło się w Wierzchowni, dnia dwudziestego pierwszego marca (trzeciego kwietnia) tysiąc dziewięćset jedenastego roku o godzinie jedenastej w nocy, z prawowitej jego małżonki Weroniki z Uścińskich, lat dwadzieścia. W dniu dzisiejszym niemowlęciu owemu w chrzcie świętym, celebrowanym przez miejscowego wikarego księdza Stanisława Krzywkowskiego nadano imię STEFANIA.

Powyższy cytat pochodzi z metryki sporządzonej przez urzędnika USC w Świedziebni.

– Ja poznałam ją tuż po wojnie, w 1946 roku, kiedy to przyjechała do Polski — mówiła mi w ubiegłym roku prababcia Kazia — W Wierzchowni, w której mieszkałam z Twoim pradziadkiem Edmundem, zapanowało poruszenie. To była przecież mistrzyni Europy, a nawet świata!

A poza tym była stryjeczną siostrą Twojego pradziadka. Czyli – jakby nie patrzeć – Twoją ciocią.

Przez granice Stanisława (choć ochrzczona została jako Stefania) przepływała wielokrotnie. Poniżej przedstawiam spis pasażerów S. S Piłsudski z 18 października 1935 roku. Jak widać na ostatniej pozycji – Stanisława Walasiewiczówna wracała wówczas z Gdyni do Nowego Jorku.

W tym samym roku Walasiewiczówna została laureatką 1. miejsca w Akademickich Mistrzostwach Świata, pobiła swój rekord życiowy na 200m (23,6 s.), 400m (57,6 s.).
Stanisława, biegając, przekraczała kolejne granice i ustanawiała kolejne rekordy. Choć już jako nastolatka brała udział w biegach i startowała w zawodach lekkoatletycznych dla juniorów, to pierwsze złote medale, które odbiły się szerokim echem, zdobyła na Światowych Igrzyskach Kobiet w Pradze w 1930 roku. Została wówczas laureatką 1. miejsca Plebiscytu Przeglądu Sportowego. Na kolejne sukcesy nie trzeba było długo czekać. Dwa lata później złoto przywiozła również z Igrzysk olimpijskich w Los Angeles, natomiast 8 lat później pokazała swoje umiejętności na Mistrzostwach Europy w Wiedniu.

– W Wierzchowni wszyscy wiedzieli, że dzieci Walasiewiczów to twardziele – humorystycznie kwituje moja prababcia. W końcu sama wyszła za Edmunda Walasiewicza.

Sportsmenka jednak została trenerką młodzieży. Przez polską granicę przejechała ostatni raz w 1977 r., zadziwiła wówczas wszystkich doskonałą formą fizyczną. Zaproszona pobiegła jako gość honorowy w III igrzyskach polonijnych rozgrywanych w Krakowie i w wieku 66 lat wystartowała w biegu na 60 m. To był jej ostatni bieg w Polsce. Zginęła w 1980 roku w Cleveland.

Prababcia Kazimiera Walasiewicz udzielająca mi wywiadu.

– Widzisz, wnuczku, takie to życie jest kruche. Nasza rodzinna mistrzyni nie żyje już ponad 40 lat, a babcia jakoś się trzyma… Za rok setne urodziny. Kiedyś przeczytałam taki cytat, że kto przeżył piekło na ziemi, ten do nieba się nie spieszy. I chyba tak jest ze mną, bo do nieba bram jakoś mi nie po drodze…

Sebastian Radzimiński – laureat 3. miejsca w ogólnopolskim konkursie „Mistrzowie i Patrioci”. Aktywny działacz społeczny i wolontariusz. Na co dzień współtworzy społeczną telewizję „RzeczJasna”. W ostatnim czasie wyróżniony w konkursie „Solidarni Zwyciężymy”. Nastolatek, absolwent II klasy technikum o profilu turystycznym. Młody wokalista i artysta. Znany w społeczności lokalnej jako osoba o wielkim sercu i konkursową duszą.

Partnerzy:

pomorze zachodnie

Pozostałe teksty w konkursie "Twój tekst na FAMIE":